Dwie pełnie stworzyły zaćmienia blasku poszycie.
Zaciemniając blask światła w niebiosach prześwicie.
Jakby światło nie mogło się pomnażać,
zaczęli wzajemnie się obnażać i przy tym mocno obrażać.
W światłości miłości mocnej, nadobnie trwającej.
Z ich istot na świat się rozpościerającej.
Mnożącej na ludzi, sączącej…
Ściemnili ściemniając, a przy tym tak wiele sobie opowiadając.
Blask ich obopólnej pełni, miał się spełnić, dla nich obojga.
Lecz wybrali inaczej, by ścieżką swoją nadal podążać.
W pojedynczej wędrówce, po światach iluzji miłości.
Tak po prostu, przyzwyczajeni w swojej pozytywności.
Przekora świata odwróconego,
podzieliła ledwo zespolony ich blask pięknej miłości.
Do świata całego.
Rodzący się w dwóch przeciwnościach serc i egocentryzmu umysłowego.
Poczucia wartości w świecie pełni przeciwności.
Ich jednia jeszcze nie potrafiła być razem z drugą pełnią.
Chodź im Luna dobrze życzyła.
Oni sami podążali własnymi drogami.
Choć myśli o sobie mają światłoczule i tęsknią za tą jednią,
co zaistniała na kilka momentów w ich światach oddzielnych.
Przez nich zjednoczonych, dla innych nie pojętych….
grzegoSłav©