W nielicznych jednostkach występuje takowa skrajność.
Poszukiwana w obecnym czasie, uznana jako słabość, lub marność, bo dla większości świata to nie na czasie.
Być może widzą to jako mało modne, lecz raczej dla reszty nieosiągalne i w jaźniach ich ciasno, niewygodne.
Choć kładą do głów, że każdy jest inny, to i tak upodabniają się tabuny w swoich skrajnościach, by być tak jak inni.
Twarze idoli wskazują kierunki dla mózgów niedorozwoi, dla tych w zbiorowej hipnozie, a Stwórca się tylko przyglądać temu może.
A unikalni w swej aparycji, niepowtarzalni, wspaniali, są jak ginący gatunek, bo dawno obrali swój własny kierunek.
Mając odmienny, swój własny wizerunek.
Gdy przyjrzysz się okiem bacznym i trzeźwym, zobaczysz ilu jest ich na tej bieżni.
Reszta całokształtu ludzkiego nie odbiega od ogółów zarysu planetarnego, nic sobie nie robią z tego. Bawiąc się na całego i porównując. Tylko dla siebie dodając, albo ujmując.
Różni ich czasem materia na ciele.
Ciuch droższy występów pokazu na tzw. niedzielę.
Noszą na codzień i w nocy na sobie nigdy nie myśląc, co ja tu robię?
Takowe mentalne dywagacje topią w nałogach jadąc na wakacje, lub żyjąc od dnia wolnego do następnej soboty, w tygodniu z automatu bełkocząc głupoty.
Statystujących stada, ludzkiego życia uśpiona kanonada.
To raczej życia zagłada, w pustostanach karmicznej jaźni maskarada.
Co jakiś czas masowo zdarza się przesiew, stąd restarty ziemi, by oddzielić ziarno od plew.
Wredotę od prawdy…fałszywe bękarty, co zwą się pięknymi, nieskalanymi…