Rzaz na wodzie czasem się zdarzy.
Sztrych dawniej, by się taki na nieboskłonie nie przydarzył.
Kreska wodnego pęknięcia najprędzej na wodzie,
pod nieboskłonem się przydarzy najpewniej,
gdzie wodna tafla nie przepuszczalna jest mocniejsza,
w całej oceanu głębi, tak to zgłębię pełniej
i w całokształcie życiowego mknienia w zapomnieniach
na wodnej planecie, jak sznyt po nożu widoki na niebie.
Na ziemskim morzu, w górze.
Gdzie światło, dźwięk z wodą zaistniało przecie.
Zgłębię.
Zanurzę się w głębię, reasumując, czując jej pełnię.
Woda jest w ziemi, tak i na niebie i w naszych ciałach.
Niosąc mądrości po cielistości kanałach.
Lecz w nas podobno inna substancja krąży, lub płynie, w płynie?
Jednak woda jest przecież w każdym organicznym płynie.
I gdy paruje, rzeźbiąc sztukę na niebie, też cząsteczkami rysuje dla mnie i ciebie.
Byśmy tworzyli w wyobraźni, puścili wodze fantazji i tworzyli swoje obrazy, patrząc w niebo ze swojej bazy.
Woda skroplona cię czasem dopadnie i zmoczy i gdy to lubisz, zaczynasz w deszczu jeszcze wolniej kroczyć, a gdy przymarźnie i z góry napada na zieleni kolorowiące się jesieni liście. Jest wtedy jeszcze bardziej w radości emocjach porywiście.
Białym puchem wszystko przykryje w tak zwanej zimowej zmarzlinie.
W domu masz ją lejącą się, gorącą, na swe ciało i szyję.
Też ją przecież na co dzień pijesz. Czystą z ożywioną strukturą, lub jonizowaną, a i jeszcze z kawą i herbatami, też się ta woda przeplata, między naczyń spotkaniami, a zmywaniami.
Obmywania do czystości tylko jej mogę pozazdrościć.
Wszystko wymywa, a w świecie jej wcale nie ubywa.
Jedynie może być różnie w kilku miejscach, gdzie w nadmiarze, lub w oszczędności.
Jest jakby samo regulatorem przepływu istności, w ziemskiej bytności…
grzegoSłav©
