W kłosach zbóż kołysanych powiewem wiatru.
W spojrzeniu psa czekającego na właściciela.
W oczach pijanego znajomego.
W dziecięcym spojrzeniu pragnień spełniania rodzica.
W radosnym patrzeniu oczekiwania kochanki.
W splocie dłoni kochających się ludzi.
W rwącym potoku, co głośno pluszcze
i w tych kamieniach co odbijają się w wodnym lustrze.
W pokłuwającym blasku słońca,
co lekkim gnieceniem z oczu łzy wyciska po przebudzeniu.
I w robaku, co nie ma nic do powiedzenia, w zarysie swego istnienia.
W komarze wysysającym krew i u starca co unosi brew.
W życia lekkości i jego ciężarach.
W sportowcu, co grafik w treningach trzyma i dietę.
W ludzkiej pomysłowości i realizacji poprzez start i metę.
W artystycznej wenie i w każdej twórczej fragmentacji.
W niewidocznym powiewie wiatru, co dotyka ludzkie lica jaźni.
W kropli deszczu wsiąkającej.
W łzach zmieszanych z deszczem.
W odbiciu nieboskłonu w brudnej kałuży na trotuarze, lub podeście.
W czystym strumieniu i w iskrze oka mknieniu.
W szeleście liści przed i po burzy.
W zapachu łąki, jej aromacie.
W spojrzeniu człowieka, co miłością drży mu ciało i powieka
I w tym co słowotok słów bez przerwy nawleka.
Cząstka Boga w zdrowym ciele istnieje, ma ją też kaleka.
Żebrak, bogaty, zdrowy i chory, są drugim końcem boskości w indywidualnej całości.
Oddzielnie i razem zarazem.
Gdzie jesteś Boże?
Jestem również w twym pytaniu…
W przyrodzie najczęściej dostrzeżesz mnie w rozwiniętym postrzeganiu.
grzegoSłav©