Zradzam się w ciasnym cierpieniu na nowo, od nowa.
W łzawym serca brzmieniu, tętnicym samotnieniu.
Oddałem siebie tak wielce wtedy w całości.
Nie zostawiając kawałka sobie, nawet dla mych gości.
Goście co mnie odwiedzali w kilkudziesięciu.
Przez lata minione odeszli, poumierali.
Ja w tym czasie oddając się darmowo.
Teraz mogę wspomnieć najbliższą mi sercu anonimowo.
Tak byłem anonimem, dla jej prawie całego towarzystwa.
Głupio nawet wspomnieć skąd do mnie wtedy przyszła.
Historią jestem, teraz pustka jest mi bliższa.
Wielbię ją codziennie, towarzyszy mi cisza.
Kiedyś pustelnikiem byłem, w odległym życiu,
nawet nie przez chwilę, się przyzwyczaiłem.
Teraz lubię być w towarzystwie,
na tamtej stronie zdecydowałem,
że ziemskie życie mi bliższe,
a tu odchodzą ludzie, lub umierają.
Właściwie ci co odeszli, i ci co swoją drogę wybrali,
też w moim świecie jakby poumierali.
Żyją gdzieś indziej, w mym świecie dla mnie odlegli.
Umarło ze mną wszytko związane z ich tematami,
wątki z nimi bliskimi, poległy. Czas wspomnień stał się odległy.
Spotkania z konwersacjami o duchu i o życia mądrościach, byliśmy wtedy w jedni.
Tematy także były o materii i symetriach serca, emocjach ruchomych bieżni.
I tylko wiatr rozwiewa znów jesienne liście.
Szkoda, że tego nie oglądamy wspólnie,
wy kochani, mi najbliżsi, co za szybko odeszliście.
Co na ogrodzie mieliśmy wspólnych dyskusji godziny.
Nie spieszyło wam się przy mnie, do rodziny.
Mijały z wami wspaniałe godziny.
Grzecznie i bezalkoholowo, mało w ten czas szkodnikowo.
Wesołe wzniosłe chwile, piękne i radosne z przyjaciółmi.
Lub damą serca wybraną i tak pół życia budzę się sam rano.
Więc co niby pozostało?
Czekać na iskrę wyboru wędrówki?
Obrał bym teraz zupełnie inne kierunki.
Tam kiedyś w powrocie z zaświatów ostrzegał mnie głos, że życie będę miał pełne raniących mnie batów i bólu każdego, wtedy jednak chciałem tu wracać, pewny swego.
Wybrałem drogę na padoły ziemskie, opuszczając kosmosu bramy niebieskie.
W teraz bym zawrócił i przynajmniej się głupio nie smucił.
Nie przejmował moją czułością serca.
Jak jakiś, hm…Nie wiem sam.
Kim siebie po powrocie przedstawiam?
Inaczej mnie widzą, inaczej czują, po swojemu opisują.
Na swojego życia przykładach edytując, redagują.
Inaczej mnie słyszą, niż mówię w kierunkach ich samych.
To brzmi bez echa, lub echem inności jest dla nich.
Powraca w składnikach zmienności, lekko mi odpłaca.
Wybrał bym w teraz kierunek jeden i nie oglądał się na nic, poszedł przed siebie.
Jednak ten wybór raz się już odbył wtedy, w zaświatach.
Na głowie widoczna została mi łata…
Ziemska ta gra, jest nudna, do bani.
Znudzony badziewiem patrzę latami.
Na teatrzyk „jak się patrzy” i aktorstwa główne role.
Dalsze wypełnione przestrzenie statystów.
Czempionów grających w tym widowisku.
grzegoSłav©