Budzę się wewnętrznie inaczej niż budziłbym się wszędzie.
Nie licząc jak będzie, budzę się z przyzwyczajenia i zmienia się nic, w pustym mego stanie istnienia.
Mam wiele w temacie do powiedzenia, lecz nie chadzam do fryzjera.
Sam golę głowę i łysinę zamieniam w niepowiedzialności słowa, które roztapiam z rana ciepłym napojem, może być kawa, nie zadaje się z mentalno mądralińskim gnojem, spauzowałem przestojem w życiowej mądrości. doświadczeń życia przegląd remanentuję, na przerwie i na wagarach najszybciej ta lekcja się odmienia, bardziej to odczuwam niż czuję. Nie mam nic do powiedzenia.
Reglamentuje emocji doznań czasownikiem przechodnim, zaśmiecając biodegradowalnymi filtrami chodnik. Puchary przechodnie zostawiam wypite do cna, wiedząc już dawno, co to jest za schorowana gra.
Zabieram swoje małe pionki i kostkę w takich grach. Wylogowany z planszy do cna, z ognia pomocą odcinającą korzystam czasem, gdy bardziej są energią do mnie przywierającą, lgnącą, przyciągającą kiedyś spajającą, by potem była spijającą ze mnie, więc w ogniu spalam wszystko dogłębnie. Patrząc na wspomnienia ciężkie z doświadczeń przejściami, jak ulatują z dymem, znikając gdzieś w oddali i kojąc widokiem mnie na mieszance dymów w tej skali…
Ludzie bez sumienia ze swym niby światłem, odchodzą w swojej dziatwie, chełpiąc się i pławiąc w swych wyimaginowanych ego podkrętkach, dobrze wiem co to za gierka, histerka. Mogę tam jedynie, czasem zerkać… jak przemijają, w swej iluzji utopienia się taplając…ze świata mojego z podwiniętym ogonem spierdalając…scenariusze takie jakie chcieli dostali ode mnie, gdy w mym świecie zaistnieli. Aż ich przytkało i oniemieli.
Ja też przy okazji czegoś wartościowego dostąpiłem, rozumiejąc ile przy tym zaślepieniu błędów popełniłem. Doświadczeń wielowymiarowości w paradygmatach różnorodności,
w prawdzie mej całkowitej dbałości i uczciwości. Z sercem swym zawsze otwartym na pływy szczerości.
Nie mam wątpliwości. Prawda w całości wnosi się w świat mój w czystości.
Owszem mam swoje naleciałości w świecie polaryzacji wchodzę w swą złączkę tam jest punkt zero, gdzie nie znajdziesz litości, do wrednej przyczynowości, co odciąga od zwykłej spontanicznego życia czystej radości, wyganiając zakłamanych gości.
Wtapiam się w odbicie lustra iluzoryczności. Stałem się tarczą, odbijającą fałsz i ułudę od mej istności.
Widząc wszystkości i wszech po całości, a wszystko to we mnie dzięki prawdy uczciwości…
grzegoSłav©