Idę rzeźbić w chodnikach ślady swych ścieżek neuronowych.
Wyszywać z myśli kilimy poczęć nowych oddechów westchnięć.
Zapłatam szczęście w każdym kroku i geście, wcale nie nareszcie,
tylko w długim na ten przypływ wyczekiwaniu, standbajowym czuwaniu.
W przestrzeni zorientowaniu, intencyjnym serca wołaniu, o puzelek w dopasowaniu.
W trybie, bez ciśnień, zaiste.
Wytrwale, gdy ciśnie, ja w czasie intencję związuje, rozciągam i sercem przyglądam się z tej przestrzeni, bez oceny, ale naiwnie dając tym stanowczą wiarę w szczęścia utkanie.
Słychać milionowo-ludzkie dreptanie, myśli zaowocowanie.
Włączam przyciąganie, na swoje podobne.
Patrzę w około i jest cudowniej…
grzegoSłav©