Układa się wirując w kolorach i słowach.
Od nowa świadoma światowa okowa.
Chwilowo w przecenach, czy innych łaknieniach.
Aż do znudzenia i znowu nowego, najlepiej najtańszego.
Bonifikatowego, unikatowego.
Rudego wtorku, białego czwartku, czy coś podobnego.
Koniecznie przecenionego, wtedy upolowanego.
Mocy wyciąganie na każdym planie.
Ludzi zainteresowaniem zakłócanie, poprzez fascynację,
lub inne, jednorazowe olśnienia czasowe.
Świata odwrócenie, chcenia wpojenie z każdym tchnieniem.
Sztuczne zaistnienie, poprzez widziane mienie.
Głupot robienie i ich gromadzenie.
Rozstawanie się z nimi niepotrzebnymi na smutno.
Krojąc grube płótno i nić z niego wypruwając, nici losu wyrywając.
Żyjąc wciąż i chcąc nieśmiało płochliwie, jak w lesie zając,
lub obawy zakupami sprytnie zalewając, chciwie zdobywając.
Każdy ma wybór i swoje zwoje i znoje i nic nikomu do tego co komu.
Świat w ciągłej zmianie jest panie, bezkresne stwarzanie. Rzeczy posiadanie.
Ciagle się zmienia od nic nie robienia.
Co nie istnieje, a między ludźmi się ściele.
Coś jak echo w kuźni tłuczone, schłodzone.
Wtedy żyć jest niby luźniej.
Świat ułożony od nowa na starym objawiony.
Oszustwo po całości takie jedno.
Zobaczysz gołym okiem, na pewno.
Końca nie widać. Zakupowe sedno.
grzegoSłav©