Gdy jutrzenka srebrzy światłem płatki śniegu.
Zimnym blaskiem spowolnienia słonecznego biegu.
Mróz odbija zamarźnięte światło do powieki.
W cyklach matki ziemi, przemijają czasu wieki.
Gdy niebo w słońcu się weseli i widać konturów każdy szczegół w śniegowej aurze lasu życia,
zwierzaki śpią gdzieś w swoich poszyciach.
Drzewa swym jestestwem, gałęziami rysują na niebie, migocząc przy tym światłem dla ciebie.
Śladów na śniegu, na ten czas nie znajdziesz wędrowca i z zagrody nie wyjdzie nawet żadna owca. Wszyscy grzeją się w cieple zacisza domostwa,
i nawet ptak nie zaśpiewa po kryjomu nikomu,
siedzi w swej dziupli w cieple drzewo schronu.
Wszystko śpi, a w oczach światła luny lśni, gdy wyjdziesz na śnieg popatrzeć na ten majestat, toczy się luna i świeci z nieba na śnieg z wody zamarznięty. Rzeźbiąc płatki równo wzorzyste.
Mroźne powietrze czyste, skleja nosy w oddechu, brak jest porannej rosy, bo zmieszana tworzy kołderkę na podłożu lasu, tak się powtarza cyklicznie zima, od jakiegoś czasu.
Na matkę ziemię inaczej słońce świeci, pod innym kątem, już nie grzejąc tak swych dzieci jak leci.
Drzewa kołyszą się jakieś wyłączone na łące rosnące.
Zimowo, pod śniegową kołdrą życie, śpiące.
I tylko ludzkie oko to piękno widzące, kadruje lasu w zachwycie kołdrzane, śniegowe poszycie…
grzegoSłav©
Kasi Łoś wdzięczność za piękne zdjęcie, które uaktywniło tekst… 💙