Był sobie ściernym papierem Paź stworzony i królewna z drewna twardego, do obróbki dla papieru ściernego, mniej gradziastego, bardziej gładzącego, który tak sobie trochę marzył, że będzie tylko jej drzewo gładził, a ono całe było poszarpane i nie gotowe na wygładzanie…
Trzeba temu drewnu szlifowania dogłębnego było…
Taką drogę dla nich Stworzyło Stworzenie, co wszystkim dało istnienie i zeszli się razem w te Ziemskie Matczyne Przestrzenie
Gdzie najpierw tu szlify im trzeba, szlifem mocniejsze.
By papier mógł gładzić, jej gładką jaźń, zranioną dogłębnie.
Blizny rozpraszać posępne.
Miłością swe drogi oblekli i przyodzieli, mając tak wielkie wyrw, doły w sercach przestrzeni…
i tylko ten Paź, gdy papier na ostrzejszy zmienił, widząc co będzie za chwilę, cały się rozpromienił
i otworzył swe serce na miłości fale, bezwiednie.
Łudząc się i mamiąc, że zna przepowiednie i szlifować może w miłosnym ferworze,
a to bolesne są szlify,
nieznane apokryfy,
dla obu ich stron na codzień, jak hieroglify,
które swą wielkością, nęcą tajemniczością,
wielkich i małych odkrywców, podróżników w czasie i ziemskich aktywistów,
ściagają i mamią,
lecz serca nie kłamią…w otchłani znikając…czasem co zgrzyta naprawiają,
albo odchodząc, nie ranią…znikając nawet w rzekach marzeń ze wspomnień,
serca uczuć w zlodowaceniach zapomnień.
Wichrów zmian życia w strumieniach swego własnego bycia
w łatwości własnych wyborów do przeżycia…
grzegoSłav©