Jako woda była wszędzie.
W Matce Ziemi krążąc, w istotach tętniąc, gdzieś parując gdzie wysokie temperatury, w powietrzu krążąc cząsteczkami i w wiecznej zmarzlinie trwając.
Jako powietrze był wszędzie.
W każdym oddechu, na każdym szczycie, w porywach szczęścia i wiecznym duciu.
Wodynka, wiecznie czysta dziewczynka.
Subtelny powiewik, wszechobecny zefirek.
Mieszkaniec ziemi, gdy ciepło z zimnem się na wietrze mieni i zbliża do siebie, powstaje wtedy cisza w eterze smużąc na niebie, i w ciszy przed burzą deszcz kumuluje, ładunki zbiera dla rozbłyśnienia, chwilowego grzmotu istnienia, cieszy się wtedy ziemia, aktywna do rodzenia.
Wiatr jej przyniesie nasionek płody.
Ona zradzając życie w zachwycie, zrosi je tak należycie i zjonizuje powietrze wtedy, oddechu spełni głębię potrzeby, wytchnienia nada uczucie lekkie, by w wietrze przemijać w tych pięknych chwilach.
grzegoSłav©