Obcego wydechu w przedbiegach podróży w nieznanych krainach w ostoi spichlerzy kojący rytm oddechów. Wcześniejszego pośpiesznie wdychanego tkania iluzji oddechy do dechy. W bezdźwięcznej pustce nie istnienia, w byciu kosmicznej nieskończoności, teraz tu i…
Algo i rytmów ponaglanych. Zwiększeniem inwazyjnych promieniowań, wymyślnie przesyłanych i opracowanych. Gdy radio w lamusie spoczywa i tylko gdzieś za halami przez starowinki odsłuchiwane między większością reklam technokracji słyszane, lub na budowach dźwięcznie, trzeszcząco pogrywane.
Oddech nie tutejszy w życiodajnej krainie pomijanej w większości wysublimowanych osobliwości w dotyku sztuczności, bezduszności. Chujoplotów zza dalekich i obcych nam płotów, z przeintelektualizowanym swym chorobotwórczym egocentrycznym myśleniem. Racjami zdobytymi gdzieś w skali swych żyć, zmęczonych swym przepełnieniem, łapaniem jak muchy słów ludzi początków ich treści i odwracaniem jak im się w głowie to może zmieścić… Kraina co we wszystkim lubuje się przeginać i czerpać, broń boże tylko nie przerwać, by przetrwać w tej złudnej ułudnej czerpaninie, bez wytchnienia liczącej daniny losu, gdzieś na uboczu i bez rozgłosu …każdy dla siebie, zapominając, lub przypominając, co jest tam w niebie, tam za granicą bariery wodnej, dla większości bardzo wygodnej i przecudownej. Dla żywych, nietutejszych, podróżnych, chwilowych, goszczących i pięknem widoków, zapachem wiatru uwidaczniających, nozdrzem dźwięków przyrodnich nadchodzących. Jest ta kraina tak nie pojęta, taka natchniona, bezgranicznie podległa w jej emanacji eteryczno-mentalno sterującej dywagacji. W ducha skali życia, to jakiś miesiąc wakacji. Koniec informacji.
GrzegoSłav©
(11:44 godzina zakończenia spisania)