Utkałem swój odcisk istnienia na rzeczywistości wydruku.
Idąc spokojnie po śliskim, miejskim bruku.
Z braku posłuchu i zwrotów dla światło mych pakietów wysyłanych i podsumowanych dla dobra wzlotów ludzkości nalotów i w kasowaniu naleciałości po całości.
Myśli i czyny spontaniczne raczej rodowo i automatyczne dziedziczne
Zwroty w zupełności nie były oczekiwane, że mają być później, od razu zwracane. Nawet myśl nie przemknęła o zwrotach w tym automacie czynienia dobrego, lecz przyszła myśl nad tym dlaczego?
Jednak gdzieś myśli przyszły podsumowujące i zauważyłem dużo znaków w tej równowadze brakujących. W poglądach, dogmatach ludzkiego życia i do tego świata, zupełnie nie pasujących.
Ja sam, powiedzmy skompletowany w jedną całość, być może nie tak do końca, ale w tym życiu drugim to krztyna małości, w porównaniu do wyższych stanów świadomości, do psycho potrzeb, świadomej ludzkości, co w premedytacji kłuje innych, z powodu swych braków, w zakamarkach ukrytej swej prawdziwej tożsamości, oblekając się często światłem miłości…
Więc napierdzielam po mokrym bruku bez huku i szelestu dziwiąc się mojemu odwiecznemu gestu…gestowi, bo moje ego świadomie to robi. W łączności spełnienia z moją istotą…ludzie nazywali mnie w tym trybie, często idiotom…
Trudności sam sobie na ziemi wybrałem, jeszcze przez swymi narodzinami, po to by moje części w tym ziemskim szkoleniu wzrastały i się ze sobą zasklepiały
…dziś przeleciał, dzień cały i nie wiem jak wiele pracy w niego włożyłem, oprócz tego, że po mokrym bruku sobie chodziłem.
W domyśle własnym dla siebie, czując się trochę, jak w siódmym niebie.
Dzięk ci boże, mój stwórco wspaniały, bo przemyślenia dzisiejsze na prawdę dużo mi dały…
grzegoSłav©