Więc wyjdź teraz, proszę, z tej enigmatycznej epopei.
Przegniłej marazmem samo karmiącej się beznadziei.
Która chce trwać przy twej istocie w istocie,
jak świnka taplać się w błocie, w twym własnym żywocie.
Stoisz i stajesz przed swoim owym, ponadczasowym.
Każdy poranek jest dniem twoim nowym.
Oddajesz się temu na codzień, zapominając twórczych rękodzieł.
Wprowadzających twój stan pięknego ducha w ściąganiu obfitości, bez litości.
Wylewając się w całości, bądź tyle, ile wtedy trzeba.
Myśl zatrzymujesz gdzieś na pięknych drzewach.
Pomijając w zapomnieniu, w oka mknieniu, co kreujesz w przestrzeni,
co pragniesz w życiu swym zmienić.
Wiesz, co znaczy miękka strefa komfortu, wiesz czym jest bieda.
Zawsze możesz coś sprzedać.
Więc nie tak znowu do końca jest silnie emanująca na twoje światy.
Doświadczeń pracy masz ponad trzy etaty, w to jesteś najbardziej bogaty.
W obfitość duchową i materialną.
Fizyczność realną. Poznajesz energetykę sterowalną.
Płynie wszystko dla ciebie w tej parze, aż nadto.
Afirmując wartości na pierwszym planie,
być może czegoś zapomniałeś?
Nie liczysz się zbytnio z kariery pnączem osiągania.
Co potrzebujesz, masz w tym układzie wiecznego spełniania.
Jednak pieniądz potrzebny w ziemskiej fizyczności,
potrzebny do życia i dobrze, gdy w twej przestrzeni gości.
Istnieją pewne narzędzia, gdzie świadomość ze światłem się rozpędza.
To ciebie najbardziej spełnia, nakręca.
Nie musisz wtedy długo rozmyślać o swym utrzymaniu.
Wszystko przeszkadza, gdy kierujesz myśli o swym przetrwaniu.
Czyż mały robaczek myśli o życiu w ten sposób?
Żyje, skupiony na zdobywaniu.
Nie wie, co znaczy być w takiej potrzebie.
Chodzi po ziemi, lub fruwa po niebie
grzegoSłav©