Wysławiam nadbagaż ciszy
Krzyczę milczeniem.
Jajkami na twardo przełyk rozpycham, bez soli w oku…
Dławię pustkę wrzaskiem ciszy, zanieczyszczając przestrzeń niczyją…
Łzy chcą wyjść na wierzch, ujawnić słone żale, zgubić je na poparzonych policzkach.
Ryję pustkę szeptem wrzasków o brzasku świtawym.
Kurwa!!! Ciii, dzieci śpią…
A mnie się wybrzmiewać chce, wtedy szeptam, że aż uszy więdną.
grzegoSłav©