To ten moment, gdy twoje sanie stoją już odpalone.
Gdy tańczysz sam ze sobą, na szczycie góry swojej.
Wchodząc tylko w ciszy ostoję.
Otacza cię przyrodnia przestrzeń i więcej już niczego nie chcesz.
Wygoniłeś gdzieś owego mikołaja, niech się ze swoimi podarkami z dala od ciebie szlaja.
Prezenty masz wtedy, gdy sam zadziałasz, reszta to tylko ładna baja.
Ty zatańczysz jeszcze raz na najwyższym góry szczycie.
Reszta zakłamanych mas, stanie lasu się poszyciem.
…tekst zrodzony na wolnym spontanie, świątecznie pijąc kawę nad ranem.
grzegoSłav©