Ułudy miłości projektantka.
Nie ludzki niby ludź
z mądrością wgraną w serca chłód.
Co obleka czułością w wersji demo,
by później ranić na całego.
W swej spokojności i opanowaniu testuje,
obrusza dla emocji falowaniu.
W swoim skanowania poznawaniu.
Manipulacji technikami w swym uwikłaniu.
Inteligencję swoją przez umysł filtruje.
Ogólnie porównuje, nie ocenia, przelicza i szacuje.
Nazywając swoje, że tak dobrze czuje.
W zawieszeniu mentalu wciąż kombinuje i rozplanowuje.
Za zasłoną iluzorycznego ciepła serca rzeczywistość.
Egusiem swym porównuje.
Aparycją promieniuje, w otoczeniu męskim się realizuje.
Kobiece ukrywa w zacisku ramion i dłoni.
Przesłania swą kobiecość, coś ją w klatce boli.
Trzyma przed zaśnięciem z mocnym uściśnięciem.
Za dnia twierdzi inaczej, że poukładane życie ma.
W trybie emocji racji swych przeinaczeń.
Taka istota wielce w losie życia pokrzywdzona.
Delikatnością skurwysyna swego dobrze chowa.
Ukryta za woalem seksualności,
zasysa męską stronę dla swojej żywotności, wspaniałości.
Choć zwyczajna i nie wyróżnia się od innych kobiet i ich krągłości.
Jedynie w mocy swej własnej emanującej w około seksualności.
Skrzywdzona na ciele przez samą siebie.
Uważa, że poukładania poziom osiągnęła już dawno.
Jest w niebie swej iluzji, pełni kobiecej mocy.
W tej iluzji, na luzie dumnie kroczy.
Nie jedną swą toksyną, nie jednego zaskoczy.
Pławi się w miłosnym pląsie, mamiąc serca naiwne.
Jakby wciąż głodna i nie ma dość karmienia,
wtedy karmiciela pięknie docenia.
Określa się sama i wstawia w swoje przeintelektualizowane ego.
Nie widzi siebie, unika wszelkiego złego.
Co sama tworzyła stopniowo,
bawiąc się męskim uczuciem.
Ona tylko wie najlepiej w utwierdzeniu swego
potwierdza to niby umysłowym jasnoczuciem.
Niby wybiera światło, bo tak jej łatwo.
Tak być powinno, interpretuje niewinnie.
Zasiane emocje skrajne, zwala na charakter, to bardzo nie ładnie.
Manipulując przestrzeniami określa się tą bez wad i w nieskalaniu.
W początkowym trybie z serca mił-ości dawaniu.
Drogi później wybiera swe czyste,
bez przemocy i pogardy oczywiście.
Lecz sama zasiewa drobinki swego strachu
w sercach u każdego ze swoich chłopaków.
Od których ściągała i ściąga uwagę na siebie,
by czuć się na ziemi jak w kosmosu niebie.
Tak dokarmiana od wieczora i rana.
W ciągłości męską uwagą i mocą własnego wypełniana.
Wystarczy spojżeć na mediach, bo nie jest tą samą, którą przedstawia.
Mówi tak pięknie o sobie jak większość kobiet,
chwalebnie w pełni seksapilu i informacji
o dostępności siebie już po pierwszej kolacji.
Lub dłuższej rozmowie, gdy ją zaciekawisz czymś co np. robisz.
Fałsz jej systemu i poraniona psycha jest widoczny,
choć musisz być w tym fachowcem, by to sobie uwidocznić.
W iluzji skanowaniu i nie dać się zwieść o swym wybrakowaniu.
Ciebie wybieraniu w sztuczności zafascynowaniu.
Tonuje słowa, taki jej system ochronny.
W „T-Rexa” zwija swe rączki skromnie,
gdy się do snu niewinnie układa.
Artystka wrednej, ukrytej manipulacji, jest z niej nie lada.
Strachem ogromnie pokrzywdzona i wypełniona,
gdy ją dobrze poznasz i się o niej przekonasz.
W prawdziwości, w spokojnym tonie odpuszcza,
w ocenach i słowach, mszcząc się po całości.
Kończę opis jej iluzorycznej osobowości.
Poznałem, pognałem i tekst na podstawie przygód z „nieludziem” napisałem.
Wcześniej tym zaślepiony nie dostrzegałem,
pomimo uwag i delikatnych podpowiedzi
moich znajomych i całej gromadnej gawiedzi.
Nie chciałem im wierzyć w to co zauważyli
i delikatnie podpowiedziami słowa do mnie ważyli.
Gdy o „nieludziu” do mnie mówili.
Wtedy słuchałem i niczego na poważnie nie brałem.
Dopiero poczułem, zauważyłem,
gdy sam się do ukrytej kokietki przekonałem.
Swoim duchem i ciałem.
grzegoSłav©