Wysyłam trochę prozy z zimowego pnia śpiącej brzozy.
Ukochanej z całego ziemskiego drzewostanu.
Mej wybranej…
Klepię w twórczy bęben w rytmie taktu serca bicia.
Tworząc słów wianuszki przemijającej prozy życia.
Korzeniami przenikam matkę ziemię, na drugą stronę do nieba sięgając.
Kiełkami przebijając.
To ciągłe, rodzące się dla nowego życia.
Do nieskończoności światła, ogrzewającego moje lica.
Tworząc blaskiem emanującym, ofiarowuję ciepło miłości ku słońcu.
Odwzajemnieniem z przyprawionym artystycznym tchnieniem.
Niebo z niebem łącze zespalając w sobie rzeźby chmur płynące.
Z podniebnego prądu, korzystając, z niego zlepiam rzeźbiąc w słowach przeplatające życia rutyny.
Z nieznanego, nienazwanego, nieopisywalnego.
Z Tego…
Wszak ziemia z niebem, w połączeniu, są mi tym, najlepszym, przemiłym.
Brzoza mą jedyną ukochaną nigdy nie zdradzaną, nawet w myślach.
W sercu istniejąca do granic lodowej bariery.
Jej korona liści zmiata dźwiękiem szumu, wiatrem delikatnej ciszy.
Myślowe fantazję o tej nadobnej gwieździe, co na nieboskłonie okazuje swoje skronie.
Obcałowywane nad ranem, gdy znika w gwieździstą noc przy jutrzence świtezianej.
W blaskach i poklaskach ludzi się budzących, rano wstających.
Do czynności rutynowych goniących, aktywując ichniejsze mentale,
wiązki ważności zaplanowanie, na pierwszym dnia planie.
W tym bałaganie spokojnie szykuję pierwsze śniadanie.
Choć czasem też niekoniecznie.
Będąc poszukiwaczem słów, co opisują Odwieczne.
Skutecznie wyrysowują w wyobraźni ludzkiej, to co noszę w swej jaźni, w pieleszach wyobraźni.
Opisuję zupełnie przy okazji, trochę rymowanej prozy.
W darze słów z rozmowy, od zimowo śpiącej brzozy.
Może to i dobrze, bo z niedotykalnych ludzkich wspomnień.
Tylko czerpię, z tego nienazwanego, w to nie wątpię.
Z tego co okala ludzkość po wsze czasy.
Jątrząc kruszynki, niby nowinki, ze swego całego.
Z ludzkich wspomnień.
Czasowości bezmiarowego.
Tak szybko umykającego.
grzegoSłav©