Dzięki za dźwięki.
Wdzięczność za dźwięczność.
Podziękowania za akustyczne doznania.
W podzięce za dźwiękiem w basowej wibracji, podczas wakacji.
W namiotowej instrumentalizacji…
Wdzięczność za rytmiczną prędkość w radosnej mobilizacji.
Siedzą ptaki na drutach od wsi do wsi, wyznaczają możliwości.
Nutki pięciokablowej rozpiętości.
Od słupa do słupa muzycznych morfemów dźwięczności.
Ciepło dogania letnie doznania,
płynące do serca w nadziei na spełnienie,
muzyki brzmienie
w pełni, aż do głębin, samego kosmosu,
bez pogłosu, w ciszy myśli,
w łagodnym spojrzeniu, wzroku przeniknięć.
Jednak tutaj zbyt wiele istnieje ironicznych gier teatralnych.
Tańca samic i samców komunikacji niewerbalnych.
Przekraczanie granic łatwo osiągalnych, niezmywalnych.
Jakby im ciagle czegoś było za mało, wzajemnie się zaliczają.
Moje serce inne doświadczanie już dawno wybrało.
Z planszy takowej na auto pilocie się wylogowało.
Potrzeba doznań wyższej jakości we mnie zaistniała
bez takowej energii mego serca zaniżania.
Przy seksapilowym czynniku pustej nicości.
Serc skamieniałych ich lodowatości
z ego rozhulanym do granic możliwości.
W miernej jakości, powtarzającej się bytności.
Zwierzęcej chuci, jak psy i suki zaszczuci.
Konsumpcjonizmem gonionego kierunku
bezsensownego pustostanu zerowego punktu…
Melodia w sercu … przestaje grać.
Człowiek dla siebie tylko chce brać.
W ten sposób wszelkie rytmy i pulsy ustają.
Wtedy się pary od siebie oddalają.
Rodząc braki miłości w ziemskiej bytności.
grzegoSłav©