Zachciało mi się płakać, więc uciekłem do cebuli krojenia.
Ona obraz łez, bardzo szybko przemienia.
Wtedy mogę płakać nad nią, bez krępacji,
no bo kto nie płacze, gdy kroi cebulę wśród kuchennej akcji.
Maskuje tęsknotę, gdy serce bije młotem, łkającym terkotem.
Maskuje, gdy bardzo się emocjonuje i źle wtedy czuję.
Maskuje, też wszelkie smutki i żale, oparami po oczach dostaję.
Pomagają na to szczypanie, siarczyste końcówki zapałek.
Lecz dobrze jest się czasem wypłakać, do jej piekących oparów,
to tryb oczyszczania z przebytych lekcji, nie z wagarów.
Wśród palącej w oczy mgły, co wyciska nawet łzy radości.
Zależy jaki rodzaj muzyki przy szatkowaniu zagości
i jakie warstwy smutku i uśmiechu mam w sobie,
Z adresu nicości.
Po przygotowaniu dania z dodatkiem cebuli,
wszystko powraca do normy, wiesz co się kuli?
Według powiedzenia, starodawnego ględzenia.
Nazwał bym ją czasem owocem, nie warzywem,
bo pozostawia oprócz oczyszczenia z oczu łez,
wszystkie chwile we mnie szczęśliwe i żywe.
grzegoSłav©
Świetny ten wiersz. Jak rytuał codzienności,prosty gest krojenia cebuli staje się tu alchemią uczuć.
Pięknie pokazujesz, że nawet łzy „ukryte” mają moc oczyszczenia, a zwykła kuchnia potrafi stać się świątynią emocji. Krótka forma, a tyle warstw…smutek, tęsknota, ironia i czułość wobec samego siebie. Bardzo prawdziwe i bardzo ludzkie.
Lubię bardzo te Twoje teksty, rozkminki. Są prawdziwe, jak cały Ty .