Blask dźwięków światła,
śpiewające pięciolinie świateł blasku.
Poświatą miłości świetliste, bez poklasku.
Rezonujące ze świata chaosu, barwami kolorów bez patosu.
Wzniosłością samą w sobie pulsujące, blaskiem promienistości, bez rozgłosu.
Nie w przymuszonym rozsyłaniu mgnień oczu mrużącym powieki, tak przez wieki.
Przenikające świetliste liście drzew w okazałości wieczystej, nowego rosnącego,
blaskiem matkę, gaję. Światła nieskończonego, rozświetlającego.
Snującego różnistości epopeje. Tak świetlnie cechami nadającymi w wieczystym cyklu światłocienie.
Jesienne liście, czerwono-żółto-złociste, opadające.
Pamiętają piękno lata i wiosny w ziemskim zapisie gasnące, z porami roku przeminięć co roku.
W sercu zatrzymania pamięcią wspominania, chwil wzniosłych, świetlistych tak bardzo rzeczywistych.
Karmiących każdą człowieczą cząstkę. W minionym czasie na kosmicznej łące.
Gwiazd blask rozjaśnia równie, światłem w nostalgiach wspomnień dnia i każdą dziatwę wchodzącą do życia, co blaskiem zachwyca. Znikając, gdy chmury nadciągną w czasie ponurym.
Gdzieś po drugiej stronie nieboskłonu, nie chwaląc się nikomu z pięknej przygody w blasku słońca, nie gasi promyków, świecąc bez końca. Rozświetlając gaje w przepiękna krasie, w przemijającym, iluzorycznym czasie.
Chmury odchodząc z wiatrem, rozpuszczone między kwiatami i liśćmi w kolejnej odsłonie, pokazują kto pozostaje przy nieboskłonie i kto wytrwale stąpa po ogrzanej ziemi.
Dzieło wnosi niestrudzenie, patrząc na przemijające, ludzkie światłocienie.
Dając swej istocie wciąż nowe doświadczenie, w poświacie dźwięków pięciolinijek tworzących, pieśń serca w nowym albumie, ludzkich nieporozumień.
Słoneczne oktawy w prawdzie wieczystego światła, karmią nutami blasku, rajskimi tonacjami, serca wypełniają.
grzegoSłav©